Podstawowe pytanie, które najczęściej zadajemy sobie przed wizytą u terapeuty brzmi następująco:  Który specjalista będzie najlepszy akurat dla mnie?  Zwykle gdy czytamy reklamę usługi psychoterapeutycznej lub tekst na stronie internetowej danego specjalisty dowiadujemy się, że ukończył kurs z zakresu na przykład: „terapii psychodynamicznej” albo psychoterapii „poznawczo – behawioralnej”.

Istnieje wiele szkół i metod psychoterapeutycznych powstałych na przestrzeni całej historii tej dziedziny wiedzy. Oprócz wyżej wymienionych możemy się spotkać ze specjalistami takich „szkół” jak „Terapia jungowska” albo „postjungowska”, bardzo popularna szczególnie w USA tzw. „terapia eriksonowska” (wszystkie nazwy oczywiście pochodzą od nazwisk twórców) , angielska „terapia metapoznawcza” Adriana Wellsa , japońska „psychoterapia Mority”, czy przeżywająca szczyt swojej popularności na przełomie XX i XXI wieku metoda „neurolingwistyczna” zwana popularnie NLP. Za jej twórców uważa się Richarda Bandlera i Johna Gringera wpatrzonych w dokonania F. Perlsa, V. Satir i Miltona Ericssona. Istnieją też szkoły starsze, nierzadko już zapomniane jak „Psychoanaliza Pierre`a Janeta”, Ruch „Niezależnych” (czyli zbuntowanych uczniów Anny Freud) czy „Metoda Melanie Klein”.

Oprócz tych uznanych już szkół niemal co kilka miesięcy słyszymy o powstawaniu nowych pomysłów ludzi często nie związanych psychologią, pedagogiką czy socjologią – czyli naukami ściśle związanymi z metodami psychoterapeutycznymi czy nieco mniej poważnie traktowanymi przez naukowców metodami takimi jak np. „terapia prowokatywna” „dotyku miłości” czy „siły myśli czerpanej z mechaniki kwantowej”.

Problem wciąż pozostaje ten sam; którą metodę wybrać? Każda z nich, przez specjalistów oddanych swojemu kierunkowi poszukiwań będzie tę właśnie metodę wychwalać najbardziej. Aby wyczerpująco odpowiedzieć na to pytanie potrzeba by co najmniej tysiącstronicowej książki dokładnie opisującej charakterystyki szkół i metod. Człowiek cierpiący nie ma na to czasu. Chce pomocy natychmiast, a nie wie i nie musi wiedzieć co oznacza na przykład metoda kognitywna czy psychodynamiczna.

Blisko 30 lat temu jeszcze jako student spytałem jednego z moich wykładowców: „Panie profesorze, co wybrać? Co jest najlepsze?”. Usłyszałem jedną z najdziwniejszych odpowiedzi jaka w zawodowym życiu  została mi udzielona: „Bądź jak Bruce Lee” – odparł z uśmiechem naukowiec i odszedł korytarzem.   Dziś jestem mniej więcej w wieku, w którym mój profesor był wówczas i nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, ale jako dwudziestolatek nie mogłem się nadziwić skąd u poważnego naukowca wiedza na temat słynnego mistrza kung – fu! Dopiero jednak po pewnym czasie doszło do mnie co – tym poniekąd ekscentrycznym dowcipem – chciał unaocznić mi profesor. Naukowiec przekazał mi dwie bardzo istotne dla młodego adepta informacje: po pierwsze – kiedy chcesz powiedzieć komukolwiek coś ważnego, lub nauczyć go czegokolwiek –  mów jego językiem. Staraj się znaleźć odnośniki jemu najbliższe, chociażby w postaci imponującej mu popularnej gwiazdy kina. Po drugie… no cóż, dawno nieżyjący już Bruce Lee gdy był pytany o styl walki, który uprawia – odpowiadał: ”Uprawiam styl… bez stylu”. Powtórzył zresztą to zdanie w słynnym „Wejściu Smoka”. Chodziło o to, że nigdy nie można ograniczać się do jednego skrawka wiedzy, nie poszerzając kompetencji właściwie do końca życia. Amerykański Chińczyk zaczynał w rzeczywistości od stylu „Wing Tsun” (piękno wiosny) co ciekawe charakterystycznego raczej dla kobiet (wiedzę o nim zawdzięczamy przede wszystkim Ng Mui – mniszce z klasztoru Shaolin), aby później poznawać tajniki niemal każdego znanego odłamu kung-fu.  I tak – w zależności od potrzeby (przeciwnika) raz to był styl węża, raz styl jaszczurki innym razem piękno wiosny, ale zawsze stanowiło to zręczną i skuteczną całość bo łączyła je osobowość mistrza.

Odpowiedź na postawione w tytule pytanie wydaje się więc niezwykle proste. Tylko terapeuta o rozległej wiedzy, mający orientację w metodach wielu „szkół” ma największe szanse być najskuteczniejszy. Oczywiście zawsze jego „korzeniami” będzie jedna z wielkich, wymienionych na początku metod, ale nigdy nie powinien na tym poprzestawać. W zależności od potrzeb pacjenta – należy wybrać tę, która dla akurat tego potrzebującego będzie najbardziej odpowiednia. Niestety Paracetamolem nie da się wyleczyć wszystkiego. Do tego trzeba orientacji o znacznie większej liczbie leków. Podobnie jest w psychoterapii – szukajmy specjalistów jak najbardziej elastycznych o jak najszerszej wiedzy – nasze szanse na wyzdrowienie zdecydowanie wówczas wzrosną.